niedziela, 29 marca 2015

Never-ending story

1.
Był zimny jesienny wieczór, szłam po pustych ulicach Londynu. Po raz kolejny przemierzałam parkowe alejki, które tak dobrze znam. Latarnie dawały tam niewiele światła, ale mimo to rozpraszały mrok panujący dookoła. Wreszcie czułam, że żyję. Jeszcze chwila i powiedziałabym, że to najlepszy wieczór mojego krótkiego życia, przynajmniej wtedy. Kiedy w końcu go zobaczyłam stał oparty o mur więzienia. Uwielbiałam te okolice, ciemno, zimno, nieprzyjaźnie, a mimo to tak, hmm... fascynująco? Może dlatego, że wtedy byłam nietykalna? Nie wiem. Nie wiem nawet po co to piszę, chociaż w sumie... nie, nie wiem. Chyba, że macie ochotę na kolejne romansidło do czytania przy lampce wina, czy przed snem, chociaż nie wiem, czy moje życie nie przypominało wtedy bardziej książki s-f. Wiem jedno, gdybym nie ta historia nie byłoby mnie tutaj, a was przed ekranem komputera, czytających to ujawnienie mojego beztalencia, Mimo to pozwólcie mi na mentalną podróż w czasie i na przeżycie tego od nowa razem z wami. Oprócz tych przyjemnych chwil w tamtych latach trafiło mi się także całkiem sporo tych nieciekawych, więc liczę na komentarze, bo bez nie cofnę się i nie znajdę w sobie odwagi na tą opowieść.

Na tą dziwną i pokręconą opowieść.
                                                        ~Kim
2.

Widzę, ze jednak się zdecydowaliście. Tak więc Drryn, Dzyń, czy co tam sobie jeszcze wymyslicie i ta da, jesteśmy daleko w przeszłości~nie mowie tu o dinozaurach, ale jakieś... No niestety nie ma tak dobrze, cofnęliśmy się X lat wstecz i jedziemy: nazywam się Kimberly Crawford, dla przyjaciół Kim. Mam chłopaka z przymusu, kocham się w kimś zupełnie innym, w dzień jestem księżniczką z bajki którą każdy chce być, a po szkole i w nocy jestem sobą, gdzie kłopoty to moje drugie imię, a słowa mamy problem to moja mantra.~Wciskamy przycisk Skip time i jesteśmy na miejscu, bo właśnie doszlam do tajemniczego chłopaka pod więzieniem.~właśnie dotarłam do mojego przyjaciela z placu broni, nazywa się Jack Brewer. W dzień zwyczajny skate, a po szkole bójki mu nie straszne, jest moim imiennikiem, bo nasza dwójka i tarapaty to po prostu tercet doskonały. Przywitaliśmy się naszym dziwnym i pokręconym sposobem, kiedy tylko zdążyłam spytać się co z reszta naszej ekipy zawyły syreny ogłaszające, ze przez najbliższą noc w północnej części miasta policja będzie tak czujna, ze nikt nie będzie mógł wyjść, ani wejść do domu. Niestety w tamtej części mieszkają nasi przyjaciele, a tylko nasza dwójka w południowej części, jednak przy samej granicy.
-Wiec co robimy?-spytałam zupełnie bez sensu. Mieliśmy iść do niego i po raz setny obejrzeć jeźdźca bez głowy. Spojrzał na mnie wtedy tak inaczej. Nie było tego sarkazmu "serio się pytasz?", Był taki inny.-Mam lepszy pomysł-powiedzialam podnosząc głowę tak, by moc spojrzeć mu w oczy.
-Tak ja tez- odparł, po czym odgarnął mi niesforny kosmyk włosów za ucho i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Oddalam go równie niepewnie. Po chwili z zakłopotaniem spojrzeliśmy sobie w oczy i w tym samym momencie rzuciliśmy krótkie-Przepraszam-po czym zaczęliśmy się śmiać
-Ale i tak zmieniamy plany- stwierdziłam i uśmiechnęłam się uroczo
-Niech ci będzie- złapał mnie za rękę i poszliśmy do mnie. Myślałam, ze nikogo nie będzie, ale się pomyliłam. W progu przywitali nas rodzice.
-Gdzie się było o tak późnej porze? Kto to jest?-zasypali mnie gradem pytań, na które nie miałam najmniejszej ochoty odpowiadać. -W tej chwili to ja zadaje pytania.-warknelam, a Brewer poszedł do mojego pokoju.
-Co on sb wyobraża?! Co tu się wgle dzieje? Kimberly?!
-Po co wróciliście?
-Do wlasnego domu już wrocic nie mozna?!

Dzisiaj więcej wam nie opowiem, ale możecie być pewni jednego..., ze to była ta jedna z wielu nieciekawych części mojego życiorysu. Przepraszam za błędy, ale nie miałam siły tego poprawiać.
                                                                                  ~Kim
3.
Pamiętam, że w tamtym tygodniu po przyjeździe rodziców niewiele się do nich odzywałam. Tak na prawdę ignorowałam ich, a 7 dni zleciało mi na imprezach i spotkaniach ze znajomymi. W poniedziałek rano-pamiętam to jakby się wydarzyło wczoraj- zaczęła się awantura...
-Zostajesz z bratem, może on cię czegoś nauczy.-rzuciła bez przekonania lekko uspokojona.
-Jest w trasie...-nie mogłam pozwolić, żeby wyrzuciła mnie z domu do tej małpy-ta... bardzo sie wtedy kochaliśmy z bratem 'czujecie ten sarkazm?'.
-Wczoraj w nocy wrócili, zamieszkasz z nimi-rzuciła mi torbę i kazała się pakować-kochana mamusia, co nie?
Godzinę później niemal wyrzuciła mnie i moje bagaże z samochodu. Lou już na mnie czekał. Rzuciłam się bratu na szyje. Po blisko roku w końcu się zobaczyliśmy. Na dłuższą metę nie mogliśmy być razem, ale po długiej rozłące byliśmy wzorowym rodzeństwem. Szybko, tzn tak szybko jak się dało, znieśliśmy moje bagaże do mojego nowego pokoju. Moje szczęście nie trwało zbyt długo, wchodząc do kuchni zapatrzona w telefon dostałam drzwiczkami od szafki w głowę. Nie straciłam przytomności, ale na chwilkę zrobiło mi się ciemno przed oczami. Na szczęście mój "oprawca" w porę mnie złapał. Kiedy tylko obrazy odzyskały ostrość i barwy zobaczyłam piękne niebieskie oczy, a zaraz po nich olśniewający uśmiech i na koniec ten głos...
-Hej Kim, przepraszam za ta szafkę. A tak wgle to jestem Niall, nie mieliśmy okazji się poznać. Lou dużo o tobie opowiadał. Jest z ciebie strasznie dumny. Przepraszam zagadałem cię.-szybko dorzucił, po czym usłyszałam krzyk wchodzących do domu 3 chłopaków i schodzącego po schodach Louis'a.
-Już jest?!-usłyszałam krzyk jakiegoś dzieciaka
-Harry! Nawet o tym nie myśl! Jest dla ciebie za stara!-odkrzyknął mu mój kochany braciszek
-Luiso! Zamknij się!-odpowiedziałam kiedy tylko weszli do salonu.
-Blondi, już ją z nockoutowales?-spytał Zayn, chyba Zayn...
-To był wypadek...-odpowiedział i wyszedł. Szkoda mi się go zrobiło, ale co poradzić. Wiem, że długo się nie odzywała, ale wiecie...  Dom, praca, rodzina, itp itd.
Tak zaczął się kolejny rozdział mojego życia. Co najciekawsze nigdy nie sądziłam, ze moje życie tak bardzo się zmieni ...
Do zobaczenia
                                                                        ~Kim
4.
Wracając...
Kiedy wyszedł zdałam sobie sprawę, ze byłam dzisiaj umówiona z Brewerem na spacer, byłam już spóźniona. Mieliśmy sb wszystko wyjaśnić. Kiedy tylko oposcilam ciepły dom, moja twarz otulil ciepły letni wiaterek. Nie spieszyłam się. Wiedziałam, ze zaczeka... Myliłam się. Dostałam sms-a: spotykamy się jutro o tej porze. Przepraszam :(
No nic, pomyślałam i ruszyłam w stronę kawiarni. Tam oczywiście spotkałam moich przyjaciół. Od kiedy pamiętam tam się spotykaliśmy i robilibyśmy to nadal, gdyby nie... nie ważne, to już inna historia...
W każdym razie posiedzieliśmy, pogadaliśmy i kto wszedł? tu dududu dum... Jackie z... Ellie, jej jak ja ją kocham /czujesz sarkazm?/ Wstałam i wyszłam, bo niewiele brakowało, bo bym jej trochę pokiereszowała jej buźkę...
Chłopcy po mimo zapowiedzi 3 tygodni wolnego musieli iść na spotkanie z nową stylistką...
        "Cholera, pierwszy dzień i się spóźniam... Jestem zdolna-zaklęłam już po raz wtóry tego dnia powoli i mozolnie przedzierając przez poranną dżunglę metalowych puszek i człekokształtnych małp... 
- Cześć wszystkim! Przepraszam z spóźnienie, Londyn o tej porze jest nieprzejezdny!-krzyczałam stojąc w przedsionku i zdejmując przemoczoną garderobę. Jeansy rzuciłam na kaloryfer, a zamiast bluzy założyłam wyciągnięty sweter, na stopy wciągnęłam puchate skarpety i mogłam zaczynać. Ledwo weszłam do "salonu", a Menager z niesmakiem rzucił: Spóźniłaś się... Nie byłam dłużna temu pacanowi:Ta..., a ciebie miało tu nie być...Paul..."
                                                                               ~Kim 

797/3 

IM5~moja pokręcona historia

1.
Razem z chłopakami właśnie się wprowadziliśmy do NY. Właśnie ja tu opowiadam, a wypadałoby żebyście wiedzieli kto opowiada. Tak, więc nazywam się Cole Pendery, mam 17 lat i właśnie razem z zespołem wprowadziliśmy się do NY. Nasz zespół nazywa się IM5, tworzę go ja, Dalton Rapattoni mający 18 lat, 15-nastoletni Dana Vaughns, 17-nastoletni 
Gabriel "Gabe" Morales i Will Jay, który ma 17 lat.
Zaczynając od początku, 5 min temu wprowadziliśmy się do NY, żeby rozwijać naszą karierę. Chłopaki postanowili, że przejdziemy się po naszej okolicy. Po godzinnym spacerze nogi nam w tyłek wchodziły, więc weszliśmy do galerii na pizzę. Zagadałem się z moją paczką i wpadłem na jakąś dziewczynę, trzeba przyznać ładna była, szczupła, brązowe włosy, czarne oczy, cud miód malina. No, więc wracając wypadły jej książki z rąk ja jako dżentelmen pozbierałem je i podałem dziewczynie. Na ułamek sekundy spojrzeliśmy sobie w oczy, a ona się lekko uśmiechnęła, niemo podziękowała i odeszła. Ja stałem tam jak zaczarowany i nawet wiem kto mnie zaczarował.
-Stary, masz Cssidy!-darli się moi koledzy, ale co z tego przy tej brunetce ona wydawała się taka wyblakła, sztuczna. 
-Co? A tak, wiem.
-To co jesz?-wreszcie
-Peperoni...
Szybko zjedliśmy i wróciliśmy do domu. Oczywiście Mia musiała tu przyleźć. Od razu się zaczęło skarbie, kotek, matko zo za jazgotliwa baba. Co ja w niej widziałem? Czy ty mnie słuchasz? Kotek, o czym ty myślisz? Tutaj jestem. Rany julek...
2.
Rany julek, jak ja z nią tyle wytrzymałem? No trudno, może się jej w końcu znudzę. Tak, więc jest godzina 22, a ona nawija od 3 więc wypadałoby, żeby wróciła do domu.
-Mia, skarbie idź już do domu.-błagam wyjdź stąd
-Już się mnie pozbywasz?-taak!
-Nie, tylko chciałbym się wyspać. Jutro -idę do szkoły.-wynocha!
-No dobrze kotek. Dobranoc.-wreszcie, moje rozmyślania przerwała Mia stająca przedemną. Pocałowałem ją w policzek na co ta wyszła trzaskając drzwiami. Matko, jak ja mam jej dość. Byłem zmęczony tą całą przeprowadzką, więc poszedłem spać-bez kolacji itp, itd.
***tymczasem u nieznajomej***
Wracając z biblioteki wpadłam na ekipę IM5, konkretniej na Cole'a. Nie odezwałam się, w zasadzie nie odzywam się do ludzi już od... 6 lat. Dlaczego? Kiedy miałam 11 lat wyjechaliśmy z rodzicami na wakcje no i tam z... zgw... no wiecie co zrobił mój własny wujek. To był straszne, tak mnie wtedy pobił że siniaki przez pół roku miałam. Po tylu latach nawet nie mam potrzeby się odezwać, w szkole nie wyśmiewają mnie. Kiedyś byłam bardzo lubiana zawsze uśmiechnięta, pomocna, więc teraz dalej wszyscy czekają może się odezwę. Nie ma mowy, znaczy dalej jestem uśmiechnięta tylko się nie odzywam. Tak więc wracając do tematu, kiedy wpadłam na Cole'a na chwilkę spojrzeliśmy sobie w oczy, było mi tak miło. Niestety on już ma dziewczynę, swoją drogą wydaje się być strasznie rozpieszczona. W sumie cieszę się, że jej nie znam. Moje rozmyślania przerwał brat wchodzący do domu.
-Sis, już jestem!-cały Leo wraca po 22 i myśli, że wszystko jest ok. Zeszłam na dół i po prostu mnie zamurowało, kupił mi ślicznego gigantycznego pluszaka.Wie co lubię.-Paula, możesz się odezwać? Proszę, brakuje nam ciebie.-Ja już nie potrafię mówić, czego ty ode mnie wymagasz. Przecząco pokiwałam głową, na co on mocno mnie przytulił i zaprowadził do pokoju.-dobranoc, w razie co wołaj, albo tup, cokolwiek.
3.
Pokiwałam głową na tak i gestem wyprosiłam z pokoju. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Śnił mi się chłopak na którego wpadłam kilka godzin wcześniej. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, byliśmy sporo starsi. W pewnym momencie podleciała do nas dwójka dzieci. Byłam mocno zdziwiona, natomiast on nie, zerknęłam na swoją rękę-nic-czyli nie moje.
Tak się wystraszyłam, że aż obudziłam. Spojrzałam na zegarek 7.00, pora szykować się do szkoły. Jak ja nienawidzę poniedziałków. Powlokłam się do łazienki, po 15 min byłam gotowa. Ubrałam się i stanęłam przed lustrem. Dzisiejszy sen uświadomił mi, że mnie samej także brakuje rozmowy. Stojąc tak i gapiąc się na własne odbicie postanowiłam się odezwać pierwszy raz od 6 lat. Nieśmiało zaczęłam od alfabetu, nie było tak źle, po chwili mówiłam już coraz dłuższe słowa, kiedy skończyłam była już 7.25. Zbiegłam na dół, Leo jeszcze był w domu, stanęłam przed nim wyprostowana z dumnie uniesioną głową i odezwałam się śpiewnym tonem-cześć-podskoczył na krześle, po czym mocno mnie wyściskał, dał śniadanie i wygonił do szkoły. Tak się cieszył, że gdyby mógł oznajmiłby o tym wszystkim ludziom na ziemi. Na całe szczęście tego nie zrobił.
***tymczasem u Cole'a***
Wstałem wcześnie rano, bo o 5.43. Szybko się ogarnąłem i wszedłem na internet. Jakimś cudem odnalazłem tą dziewczynę z galerii, okazało się że jest siostrą Leo Howarda i od 6 lat się nie odzywa po traumatycznych przeżyciach, o chwila Leo dodał tweet'a: Paula się wreszcie odezwała!...
4.
Paula się wreszcie odezwała! No 2 pieczenie przy jednym ogniu, znam jej imię i największy sukces. Ledwo wyłączyłem komputer już ktoś musiał tu przyleźć, a był to Dana.
-Co się szczerzysz jak głupi do sera?-ten to ma teksty
-Mam po prostu dobry humor.-serio Cole, serio? kłamać to ty nie umiesz
-Taa... zawołaj mnie jak nauczysz się kłamać-nie ma sprawy- a tak na serio dalej myślisz o niej?
-O kim?-może przejdzie
-O dziewczynie z galerii, przecież nie o Mii. Po wczorajszym masz u  niej przerąbane.
-Zadzwonię do niej po szkole, spotkamy się i zerwę z nią. Proste, na jakiś czas mam dość dziewczyn-Dana zrobił wielkie oczy, co prawda prawie wyszły mu z orbit.
-Możesz powtórzyć? Muszę to nagrać.-wal się pomyślałem i bez słowa wyszedłem z pokoju. To co zobaczyłem w kuchnie przeszło moje najśmielsze wyobrażenia...
5.
Mia całowała się z... no właśnie Gabe'm, nie powiem troszku mnie to zabolało, w końcu była moją 1 dziewczyną, taką na poważnie. Trudno, podszedłem do niej i zupełnie spokojnie powiedziałem-z  nami koniec Mia.-Ta jak na winnego przystało zaczęła się tłumaczyć. Słuchałem tego z obojętną miną i kiedy skończyła wyprosiłem za drzwi. Odetchnąłem z ulgą, nie było mi przykro tylko byłem trochę zszokowany, wróciłem do pokoju, zamknąłem je i zsunęłem się po nich na ziemię. Postanowiłem się nie użalać nad sobą, więc podniosłem się, zgarnąłem torbę i wyszedłem do szkoły. Włączyłem pierwszą lepszą piosenkę, okazało się to być Numb-Linkin Park. Nieświadomie zacząłem śpiewać:
I'm tired of being what you want me to be 
Feeling so faithless 

Lost under the surface
I don't know what you're expecting of me
Put under the pressure
Of walking in your shoes 

[Caught in the undertow, just caught in the undertow]
Every step that I take is another mistake to you
[Caught in the undertow, just caught in the undertow] 

I've become so numb
I can't feel you there
I've become so tired
So much more aware
I'm becoming this
All I want to do
Is be more like me
And be less like you 

Can't you see that you're smothering me
Holding too tightly
Afraid to lose control
'Cause everything that you thought I would be
Has fallen apart right in front of you 

[Caught in the undertow, just caught in the undertow]
Every step that I take is another mistake to you
[Caught in the undertow, just caught in the undertow]
And every second I waste is more than I can take 

I've become so numb
I can't feel you there
I've become so tired
So much more aware
I'm becoming this
All I want to do
Is be more like me
And be less like you
 
And I know
I may end up failing too
But I know
You were just like me
With someone disappointed in you 

I've become so numb
I can't feel you there
I've become so tired
So much more aware
I'm becoming this
All I want to do
Is be more like me
And be less like you
 
I've become so numb
I can't feel you there
[I'm tired of being what you want me to be]
I've become so numb
I can't feel you there
[I'm tired of being what you want me to be] 

Kiedy skończyłem byłem już w szkole. Zapatrzyłem się w telefon i znowu wpadłem na dziewczynę z galerii.
-Przepraszam, zagapiłem się. Nic ci nie jest?
-Nie, wszystko w porządku. Jesteś nowy?
-Aż tak widać?-zaśmiała się serdecznie i wyciągnęła rękę
-Jestem Paulina, ale my już chyba widzieliśmy się w galerii, nie?
-No tak, jestem Cole, ale to już chyba wiesz...
6.
-Jestem Cole, ale to juz chyba wiesz...-jeszcze chwile miło porozmawialiśmy i nim się spostrzegliśmy byliśmy już pod salą. Wszyscy których mijaliśmy gratulowali Pauli tego, że zdecydowała się odezwać. Naszą 5 rozdzielili, więc Paula była jedyną osobą, którą tutaj znam- usiądziesz ze mną?
-Chętnie. -odpowiedziała, po czym pociągnęła mnie w stronę sali chemicznej.
Byłem w głębokim szoku jak to możliwe, że taka niepozorna dziewczyna może mieć  w sobie tyle pozytywnej energii. Nagle podszedł do nas jakiś przerośnięty małpiszon:
-Ojej... Nasza mała Paula się odezwała? Jaka szkoda...
-Zjeżdżaj Matt-krzyknęła ze śmiechem nawet nie zatrzymując się obok tej... postaci.
7.
Ze śmiechem wyminęłam Matt'a. Myślałam, że tam padnę widząc jak się wkurza. Mimo wszystko byłam z siebie cholernie dumna, nie dość, że się odzywam, to jeszcze postawiłam się tej małpie. Na moje nieszczęście zauważyła mnie Emily, boże jak ja jej nie lubię.
Mina Emily...
Na szczęście udało nam się bezpiecznie przemknąć do klasy na... lekcję śpiewu. To się nazywa fart...
trzecia ławka, czwarta ławka i jest ostatnia. Mimo zachowania swojej "pogody ducha" cieszyłam się ostatnim miejscem, tuż obok mnie usiadł mój nowy znajomy.
-Oh, hej my się chyba jeszcze nie znamy...-znowu się zaczyna. Co się zaczyna? Przecież to oczywiste przylepianie się do słanych ludzi w celu posiadania swoich przysłowiowych pięciu minut. Ze mną też tak było:

                      "-O!Hej, jestem Emily, a ty?
                       -Paulina-uśmiechnęłam się wesoło podając rękę przyjaźnie wyglądającej brunetce.
                       -Wiesz... jesteś nowa, więc pewnie nikogo nie znasz może usiądziemy razem?
                       -Na prawdę? Dzięki!...
                      
                      -Leo! Już jestem!-Tak mam 9 lat i tak właśnie sama wróciłam do domu. Strasznie
                      się cieszę, ale jakby nie patrzeć to za długo nie szłam-mam dosłownie 200m-do
                      budynku pełnego narzędzi /tortur/ do zdobywania wiedzy.-Przyszłam z Emily!
                     -O! Mój! Boże! To sam Leo Howard! Aaaaaa! Nie wiedziałam, że jest twoim
                     bratem!...

                      -Emily! Za chwilę wychodzimy!
                      -Jeszcze sekunda!-wchodzę do pokoju, a tam co? Ta mała wiedźma próbowała
                      ukraść mi brata!..."

-Uhm... Chętnie, ale już Paula mnie oprowadza, sory...-uśmiechnął się przepraszająco i wiecie co? Nie mogłam uwierzyć, że na prawdę jej odmówił...

1795/7