sobota, 6 czerwca 2020

Let's be together

1.
Co ich łączy?
Co ich dzieli?
Kim są dla siebie?
Czy kolorowa przeszłość będzie miała wpływ na teraźniejszość?

Łączy ich wszystko i chyba nic nie dzieli, są najlepszymi przyjaciółmi, ale co się stanie gdy jedno z nich zobaczy szczyt?
Co się stanie gdy dawno skrywana tajemnica wyjdzie na światło dzienne?
Co się stanie gdy jednak coś ich zacznie rozdzielać?
Kim dla siebie będą i najważniejsze, czy będą potrafili spojrzeć sobie w oczy?

Jak to się zaczęło?
Otóż...
Cicha i spokojna 14-latka zostaje wezwana do gabinetu dyrektora, o co może chodzić wie chyba tylko sam dyrektor... 
Gdy zbliżała się do celu swojej podróży usłyszała, że nie będzie sama, a przeczucie mówiło jej, że nie chodzi tutaj o bal jesienny...
Cicho zapukała i weszła do pomieszczenia, to co tam zobaczyła przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Styles siedział z nogami założonymi na biurko, a rodzice i dyrektor wręcz błagali o to, by zmienił swoje zachowanie.
-Koniec tego Styles!-krzyknął dyrektor na co cały budynek zatrząsł się w posadach, a wyżej wymieniony chłopak tylko się przeciągnął.-Dobrze, że już jesteś Alicjo...
-Dzień dobry-grzecznie się przywitała
-Hahahahaha i ona-wskazując palcem na blondynkę chłopak roześmiał się-ona ma mnie pilnować?
-Tak, ale zapamiętaj jeszcze jeden taki wybryk i wylatujesz...-Ta groźba podziałała, bo kto chciałby budować reputację od nowa, w zupełnie innej szkole...
-Okay...
-Ale proszę pana, ja nie dam rady...-próbowała się wybronić przyszła "opiekunka", niestety dyrektor nie zgodził się na jej dezercję i polecił opuścić gabinet.
Brunet zamachną się, aby uderzyć w ścianę, ale coś go powstrzymało.... coś, a raczej ktoś... Dziewczynka, stanęła między szafką, a chłopakiem...
-Nie zrobisz tego...
-Znalazła się...-fuknął i już chciał odejść... kiedy dziewczynka odezwała się...
-Zacznijmy jeszcze raz. Jestem Alicja, a ty?-zdziwiony przystał na propozycję nowej znajomej. Po raz pierwszy nie oceniała go, a dała się pokazać z jak najlepszej strony
-Jestem Harry...
Przez następne lata powoli budowali swoją relację, powoli stawali się wręcz nierozłączni, a Hazz zaczynał wreszcie panować nad swoimi emocjami... I tak w ciągu 2 lat diametralnie zmienił się Harry Styles...

2.
-Ty mały, perfidny, pomiocie ludzki… coś ty zrobił z moimi włosami?!-wydzierała się 16-letnia Alicja
-Wyluzuj i dziękuj mi, wreszcie wyglądasz jak człowiek-odpowiedział z wyraźną dumą w głosie Harry, jej najlepszy przyjaciel.
-Kocham cię jak nikogo innego na świecie, ale to przesada!-Pewnie zastanawiacie się co się takiego stało… otóż Alicja może się poszczycić pięknymi blond włosami, które w przeciwieństwie do włosów jej przyjaciela /jeszcze żywego Hazzy/ są proste. Dzisiejszej nocy /biedny i aktualnie krzywdzony przez blond piękność/ chłopiec postanowił zakręcić  jasne pasma koleżanki. Z powodu jej niedawnej wizyty u fryzjera proste pasma sięgały dziewczynie ledwo do ramion /oczywiście z tegoż powodu była bardzo niezadowolona…/ zakręcone wyglądały niemal identycznie jak /powiedzmy sobie szczerze szopa/ artystyczny nieład na głowie loczka.  Pewnie teraz zachodzicie w głowę o co tyle krzyku umyje włosy i po sprawie… 100% racji gdyby nie to, że włosy były myte wczoraj, za 20 minut 1 lekcja /do szkoły idzie się 10/, a na 2 są zdjęcia…
-Oo… ja też cię kocham-powiedział chłopak i posłał koleżance całusa w powietrzu, po czym zamknął się w łazience. Blondynka szybko się ubrała i zeszła na dół do drugiej łazienki w celu odświeżenia się. Po 15 minutach przyjaciele stali już pod salą biologiczną
-Gdyby nie ten twój x-factor miałbyś już obitą buźkę Hazz-piekliła się Alicja oparta o ścianę
-Nie obrażaj się już. Wiesz na co zgodzili się rodzice…?
-No dawaj…
-Na to, żebys poszła razem ze mną na przesłuchania!
-O matko! Serio?-przyjaciele skakali z radości niemal pod sufit, gdyż od miesiąca próbowali przekonać rodziców blondynki, aby mogła zobaczyć Styles’a na żywo. Cała ich radość ulotniła się równie szybko co pojawiła… wystarczyła jedna osoba, aby tak diametralnie zmienić humor tej dwójki…
Elsa…
-Patrzcie kogo my tu mamy, nasza zakochana para była u psiego fryzjera, czyż to nie urocze?
-Harry, skarbie też czujesz ten smród?
-Tak, jak można jeść cebulę na śniadanie?*pstryk*pstryk*Chodź idziemy z tąd…
I odeszli, trzymając się za ręce i tym bardziej wkurzając Elsę…
Kim jest Elsa? Elsa jest byłą dziewczyną loczka, niestety kazała mu wybierać pomiędzy Ali, a nią /co źle się skończyło/.
Ja tu wam gadam, a wy nie wiecie, ani o kim, ani o czym…
Harry Styles-ma 16 lat, piękne zielone oczy i jak już mówiłem artystyczny nieład na głowie. Powiedzmy sobie szczerze, powodzenie chłopak ma niemałe, ale jeszcze większy ma talent. Ten oto człowiek w niedalekiej przyszłości zostanie bowiem piosenkarzem.
Alicja  Horan-urocza 16-latka o niesamowicie niebieskich oczach,  blond włosach. Dziewczyna mimo tego, że się nie przyznaje,  to świetnie gra na gitarze/każda/, perkusji, pianinie, fortepianie, „bongosach”, a do tego tańczy i co ciekawsze rewelacyjnie śpiewa… Niestety do tej pory nie zorientowała się, że jest adoptowana…

-Harold…Nie radzę ci się zadawać z tą przybłędą…-niemal wysyczała farbowana jędza/ czyt. Elsa/ Loczek odwrócił się na pięcie, zacisnął ręce w pięści i… dalej się nie ruszył. Alicja zastąpiła mu drogę…
-Nic jej nie zrobisz…-cicho, a zarazem przekonująco mówiła blondynka do wściekłego chłopaka
-Nienawidzę jej, kurwa, nienawidzę!
-Wiem, uspokój się…-Dziewczyna stanęła na palcach i spojrzała w niemal czarne oczy przyjaciela. Ten jakby obudził się z trasu spojrzał na nią i cwaniacko się uśmiechnął, czysta zieleń wkradła się do tęczówek chłopaka. Blondynka odetchnęła z ulgą i oparła się plecami o chłopaka, ten tylko cicho się zaśmiał, oparł głowę o jej i mocno objął ramionami.
-Bałam się…-niemal wyszeptała
*Harry*
Ona znowu się mnie bała, obiecałem, co ja zrobiłem…
-Przepraszam cię, tak bardzo przepraszam, ale ona nie może tak cię nazywać…-Moja mała Als
-Znaj łaskę pana, wybaczam, a teraz chodź, bo się jeszcze zakocham-zaśmiała się i pociągnęła mnie do klasy… za to właśnie ją uwielbiam.

3.
Cały Hazza… Strasznie się cieszę, że nic jej nie zrobił, „jeszcze jeden wybryk i wylatuje” od tamtego momentu jestem jego opiekunką, boże pamiętam jak bardzo tego nie chciałam… A teraz nie chcę, żeby go wywalili, o ironio…
Biologia była nudna jak nigdy, może dla tego, że adrenalina z rana spadła, nwm, ale teraz zdjęcia, a moje włosy lekko się rozprostowały. W 10 minut ich nie wyprostuję, ale może uda mi się je z powrotem zakręcić… Z powodu, że często wyrzucał deski klozetowe ma swoją własną toaletę, a mi właśnie ona jest potrzebna i jeszcze jedna lokówka
-Harold!-Budziłam przyjaciela ze snu, ten się zerwał i… spadł z krzesła, cała klasa w ryk, a ja w długą
-Proszę pani, to ja z nim wyjdę…-nauczycielka niemal palpitacji dostała, ale się zgodziła.
Wybiegłam na korytarz, a zaraz za mną wściekły Harry
-Harold?! Harold?! Jak chcesz zginąć skarbie?-ojć, jest kiepsko
-Hazz, kochanie, spokojnie-Mówiłam, powoli do niego podchodząc, w pewnym momencie położyłam dłoń na jego torsie, czułam, jak bardzo jest wściekły…-Harry, to ja, nic się nie dzieje, spokojnie-Z zamkniętymi oczami był taki bezbronny-Harry, spójrz na mnie-wykonał polecenie, ale nie widziałam tam tej kojącej zieleni, tylko czerń, przejmującą i chłodną…Stanęłam na palcach i najmocniej jak umiałam przytuliłam go, tak po prostu, o dziwo mnie przytulił i wtulił głowę w moje loki… Cholera, coraz bardziej mi się podobają.
-Nie wyrabiam, zrób coś, proszę…-płakał, tak bardzo tego nie chciałam
-Wiesz co? Te loki nie są takie złe, poprawisz mi je na x-factor?
-mhm…-udało się
-Hazz, spójrz na mnie, proszę-szeptaliśmy i to było takie słodkie, był taki zbuntowany, a teraz proszę. Patrzył mi prosto w oczy, jego były wyjątkowo zielone, twarz miał opuchniętą od płaczu, taki bezbronny Hazza.
-Dziękuję
-Chodź, bo wyglądasz okropnie-zaśmiałam się  i podziałało, chwyciłam go za rękę i zaprowadziłam do łazienki, obmył twarz i o dziwo wyglądał normalnie, poprawiłam loki i wróciliśmy do klasy. Oczywiście mój ogar, wszyscy uuu…, a my wtf, i nagle takie face palm, dalej trzymamy się za ręce. Zero reakcji z naszej strony. Kiedy tylko zadzwonił dzwonek nas już nie było. Wręcz żuciłam się w stronę łazienki, szybko poprawić loki i na salę. Najpierw zdjęcia robią alfabetycznie, póżniej jak ktoś chce 2 to może z kimś itp., itd.
-Alicja/oczywiście kalecząc moje imię/ Horan*cyk*cyk* i po sprawie, babka się za głowę chwyciła, kiedy mnie zobaczyła, ale no trudno.-Harold Styles-hahahahaha, matko mina fotografa, mówiae wam, cudo, hahaha. Raz na mnie, raz na niego, i tak w kółko.*cyk*cyk*  Po skończonej liście wpadliśmy /we 2/ na „plan”… siedziałam na kolanach loczka i mocno go przytulałam, oczywiście nie mogło się obyć bez zajączka /robisz v z palcy i przykładasz komuś za głową/. Uwielbiam to zdjęcie. Po szkole prosto do mnie, wyszykować pięknisia i mnie i na przesłuchania.
*Harry*
Tak zdenerwowany to jeszcze nigdy nie byłem, dobrze, że Al s jest ze mną.
-Harry Styles, wchodzisz…
-Jasne-Zaraz zejdę, Ali rzuciła mi się na szyję, rzuciła szybkie podowdzenia, kopnęła  w tyłek i wypchnęła na scenę.

-Dlaczego akurat ta piosenka? 
-Bo sie ulubiona piosenka mojej przyjaciółki
-Żartem tu z Toba?
-Jasne
JA-Zawołaj do Nas 
-Als ...-nie dokończyłem, Bo ta moja Wariatka rzuciła sie na Mnie PO, Raz kolejny.
* Klask * klask * Też BYM klaskał Gdybym by widział, trzymałem ja na rękach i okręciłem sie dookoła własnej OSI
-Udało ci sie-krzyczała Jak juz ja odstawiłem 
-Wow, bliźniaki-wydusiła jedna z jurorek
-Niezbyt
- Naturalne, CZY specjalnie na TE Okazje-dopytywali?
-Hazzie zebrało sie na żarty, i tak wyszlo 
-4 Razy TAK
-Dzieki, możecie juz uciekać
-Dowidzenia!

4.
*DUŻO CZASU PÓŹNIEJ*
Ostatnie tygodnie były prawdziwą próbą dla moich nerwów. Nie raz się załamałem, miałem dość, a ona cały czasy była przy mnie. Nie zostawiała nawet na chwilę wybierała piosenki, pomagała, była tak po prostu. Jestem jej z tego powodu naprawdę wdzięczny.
Dzisiaj zobaczymy, czy jestem wystarczająco dobry, żeby dostać się do domu jurorów.
Po raz kolejny stałem w tym samym miejscu, na tej samej scenie, z tym samym zamiarem-przejść dalej i spełniać marzenia
-i ostatnia osoba to… ktoś tam jakiś tam-nie, to niemożliwe…
załamałem się, kiedy tylko zszedłem ze sceny rozpłakałem się, nie tylko ja. Prawie wszyscy. Wpewnym momencie nas/ mnie, blondyna, mulata, Liam’a i jakiegoś bruneta, Liam’a poznałem na przesłuchaniach stojąc w kolejce/ Blondyn chyba był w najgorszym stanie
-No tak chcą zobaczyć nas jak płaczemy, świetny pomysł-użalał się, całkowicie go rozumiałem, jeszcze zanim wyszliśmy z powrotem Ali nas zatrzymała i każdego przytuliła, to było nam bardzo potrzebne. Po chwili znowu staliśmy przed tą nieszczęsna komisją
-Macie na prawdę niesamowite głosy
-i postanowiliśmy, że jeśli chcecie zostać
-musicie stać się zespołem
-co wy na to?
zatkało nas, Mulat odpowiedział za nas
-Zgadzamy się-zaczęliśmy skakać po scenie, przytulać się, do póki blondyn nie kazał mi iść do „koleżanki”
-Zostajemy!-rzuciłem się na nią i upadliśmy na ziemie śmiejąc się jak dzieci
-Gratuluje, ale Hazz…jest jeden tyci problem
-jaki?-spytał śmiesznie marszcząc nos
-ja, ja jestem problemem, wiem, że się już potrafisz kontrolować, ale nie jestem pewna, co będzie jeśli poznasz jakiś ludzi, którzy naprawdę będą cię wkurzać
-fakt…-zamyślił się, po czym pognał na salę do „trenerów” coś im opowiadał co chwila zerkając w moją stronę, po czym mnie zawołali, cholera Styles, zabije cię…
-Jesteś jego hmm… opiekunką-zająknął się…
-No tak, wie pan są momenty, że on nad sobą nie panuje i potrzebuje kogoś kto postawi go do pionu-wyjaśniłam, po czym rozległ się pisk, który rozpoznam wszędzie Elsa:
-Hazz! Moje gratulacje…-niemal zahłystnęła się powietrzem-mówiłam, żebyś skończył z tą przybłędą-wysyczała
-Nie jest przybłędą plastikowa małpo-odparował na co ta rozorała mu policzek tipsami. O nie… zdążyłam pomyśleć i chłopaki już trzymali Harry’ego. Natychmiast do nich podbiegłam przy okazji każąc wyprowadzić naszą laleczkę
-Hazz… Hazzuś… spójrz na mnie…-cicho i powoli, nic mi nie zrobi…-Harry…-chłopaki powoli, naprawdę powoli rozluźniali się i lekko go puścili, ten odetchnął i usiadł na podłodze, ciągnąc mnie ze sobą, powoli uspokajał oddech i rozluźniał się, w końcu nie wytrzymał i mocno się we mnie wtulił
-Ja odpadam, sami będziecie lepszym zespołem, ja wszystko rozwalę.
-O nie! Albo wszyscy, albo nikt.-zaparł się farbowany-Stary pomożemy ci, a… twoja koleżanka pojedzie z nami i będzie git…-uwielbiam go
-Jestem za-wstawił się za nim chyba Liam
-Ja też- i po chwili nawet jurorzy byli tego samego zdania i pozwolili mi jechać


*JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ*
Weszłam do pokoju, który powiedzmy, że dzieliłam z chłopakami. Każdy był w innej pozycji, Styles leżał do góry nogami na wielkiej czarnej skórzanej kanapie, brunet jak zdążyłam się dowiedzieć to Louis, siedział na samym środku pokoju i objadał się marchewkami, jego przysmakiem. Farbowany, czyli Niall pochłaniał kolejną porcję  pudełko pizzy, Liam stał na głowie, a mulat-Zayn-po raz enty tego dnia poprawiał włosy. Matko co za laluś.
-Macie już nazwę?-spytałam, po raz kolejny. Mam ich pilnować, to pilnuje, ale coraz mniej mi się to podoba.
-One way?-rzucił z pełnymi ustami blondynek
-słabe-skomentował Malik
-One Day?
-Coś ty się tak uczepił tego one?!-wkurzył się Li
-7days, głodny jestem, nie będę tak pracować!-wydarł się i poszedł zrobić sobie kakao
-Stary! Możesz patrzeć tylko w kierunku drzwi, czy z łaski swojej nam pomożesz?!-uniósł się Tomlinson.
-Wait! Co powiedziałeś?-Olśniło mnie
-Czy z łaski swojej nam pomożesz?
-wcześniej
-Stary?-boże człowieku
-trochę później
-możesz patrzeć tylko w jednym kierunku?
-To jest to!-szczerzyłam Się jak głupi do sera patrząc na ich zdezorientowane miny
-Mów jaśniej kobieto!-Wydzierali się
-One Direction-dalej patrzyli się na mnie jak na kosmitkę-Panie i panowie przedstawiam wam
zespół One Direction-przed państwem: Harry Styles, Niall Horan, Liam Payne, Zayn Malik oraz Louis Tomlinson!-wykrzyczałam niczym koleś zapowiadający bokserów
-Jesteś genialna
-usłyszałam, po czym zostałam zgnieciona, przez chłopców. Chwilę później już byliśmy ściskani przez jurora.
*TERAZ*
-Tata mówił, że było zupełnie inaczej…
-Lily, zrozum tata jest ostatnio przemęczony, wiesz, że dużo pracuje, a co ciekawego ci powiedział?
-Że to on wymyślił nazwę
-Jeśli byś się spytała wujka Niall’a, to myślisz, że co by ci powiedział, że to on wymyślił, czy że ja to zrobiłam?
-No że on…
-Widzisz, chodź sprzątniemy  twój pokój, a ja będę dalej opowiadać, co ty na to?
-Tak, chodźmy.

5.
Mieszkamy tu już mnóstwo czasu. Znamy się prawie doskonale...

Zayn tylko wygląda na takiego strasznego bad boy'a. Na prawdę jest bardzo miły. Mówię Wam taki kiciuś ^^. Ma także bardzo miłą dziewczynę. Obie jesteśmy strasznie zalatane, ale udało nam się poznać i polubić. Jest bardzo pozytywna osobą. Idealnie pasują do siebie.

Liam to nasz kochany "Daddy" /nie żartuję ;_;/. Wydaje się milutki, a ma przywódcą naturę, ale za to go kochamy. Niestety "Daddy" nie ma swojej wybranki, bo jak stwierdziła ostatnia cyt.: "Nie mogę być z kimś, kto nie umie się bawić." Przyznam szczerze, że nigdy jej nie lubiłam.

Louis mój misiek. Uwielbia się przytulać, może nie ze wszystkimi, ale z tymi których lubi. Jest po prostu uroczy. Niby najstarszy, a wcale się tak nie zachowuje /i dobrze/.

Horanek <3 Coś mnie do niego ciągnie... Nie, nie miłość... no może do jedzenia, ale to nie to. Jest słodki *.* W zasadzie tylko na takiego wgląda. Z całej szóstki to on najwięcej przeklina... myślicie, że dlaczego nie udziela się w wywiadach? No właśnie...

Harry Styles... Ciężki orzech do zgryzienia. Kiedyś był na prawdę fajny, a teraz co... jest skończonym dupkiem. Nie będę nic więcej do jego opisu dodawać, bo się jeszcze wystraszycie.

Zajmuję się nimi, nie tylko Harrym, ale całą bandą. Są nieznośni, ale to faceci, więc czego się spodziewać. Byłam przygotowana na ich humorki, ale liczyłam, że to nie ja będę "toporem wojennym". Styles jest wielce obrażony, nie wiadomo o co, reszta zajmuje się sobą, a Payne pomaga ich ogarnąć. Dobrze, że go mam, ale mimo wszystko...
Mam dość, siebie, Harrego /czyt. dupka/, Louis'a, Zayn'a, Li, a nawet Niall'a. Mam dość tego całego pieprzonego One Direction. To wszystko jest jakieś pochrzanione. Ratuję dupę tym wszystkim zasranym faneczkom-myślicie, że kiedy jaśnie pan Styles się wkurzy to myślicie, że kto obrywa... Ja. Obiecał... ale to już przeszłość. To nie jest Harry, którego znam.
Ile jeszcze przez niego wycierpię?
Niech mi ktoś wreszcie odpowie!
Po cholerę zaczęłam się nim opiekować!-krzyczałam na siebie w myślach, po czym przyłożyłam ręką w ścianę. Mimo bólu nie przestałam się znęcać nad swoim ciałem i po chwili upadłam zmęczona na ziemię.
Cholera,  boli!-syknęłam-nie wygląda to dobrze-pomyślałam, kiedy ręka zaczęła niebezpiecznie szybko puchnąć.
-Lou.. mógłbyś mnie podwieźć w jedno miejsce?
-Co będę z tego miał?-ten uśmiech *.*
-Lou...-niemal płakałam z bólu niechcący dotykając mojej ręki.
-O rany... co ci się stało?!
-Nic szczególnego... to jak?-starałam się uśmiechnąć, ale zamiast tego wyszedł jakiś grymas.
-Daj adres-westchnął i wyciągnął przed siebie dłoń, w którą natychmiast wcisnęłam mu białą kartkę.
Droga dłużyła mi się niemiłosiernie mimo, że bylo to raptem 15 minut
-Zadzwonię jak skończę, ok?-jedź już!-krzyczała w myślach, a tan jak gdyby nigdy nic wysiadł i poszedł ze mną do szpitala.
*Louis*
Jak się okazało nasza księżniczka ma epicko złamaną rękę, ale nie... nic jej przecież nie jest. Jest tak bardzo uparta. Li nie da jej żyć dzisiaj.
*Niall*
Rozmawiałem dzisiaj z rodzicami na Skype, opowiedziałem im, że jest tutaj dziewczyna, strasznie podobna do mamy. Okazało się, że Alicja jest moją siostrą. Strasznie się cieszę. Gdy tylko weszła do "domu" mocno ją przytuliłem.
-Jesteś moją siostrą!-wydzierałem się
-C-co?!-Była zszokowana, ale zadowolona. Chwilę później już biegła pochwalić się Harry'emu, na co ten tylko coś mruknął pod nosem.
*Harry*
-Co się z tobą dzieje?! Ja się tu wszystkim narażam, w końcu znajduję brata, a ty mi wyjeżdżasz z "mhm"?!
-Bywa... Lajf is brutal-odburknąłem. Chciałem ją jak najbardziej zrazić do siebie.
-Styles... nie wkurzaj mnie...-wysyczała zaciskając pięści.
-Możemy porozmawiać w cztery oczy?
-Wiesz, że to jest dla mnie ważne...Tyle razy ratowałam Ci tyłek, a ty się tak odpłacasz? Kurde, wcale Cię niepoznaję... Co się z tobą dzieje?!
-Znalazłem sobie nową terapeutkę, możesz jechać do domu.-Będzie boleć...
-Pamiętaj, że znam Cię jak nikt inni i moje drzwi zawsze będą dla Ciebie otwarte... nie odetniesz się ode mnie.
-Zabierz swoje rzeczy ode mnie...-wyszła, a ja zacząłem znowu płakać...
*Alicja*
Łzy spływały po mojej twarzy, a ja nie zwracałam na nie uwagi. Liczyło się tylko to, że mój Hazz znowu jest dupkiem. Jaki mój Hazz, zasrany dupek Styles! Poszłam do mojego "pokoju", żeby się spakować. Nie chcę wyjeżdżać. Może ze wszystkimi się tak mocno nie zżyłam jak z Lou i Niall'em, ale i tak kocham tych debili. Może mam ich dość, ale to oni zawsze poprawiają mi humor. Będę tęsknić. Ten plus, że z Horankiem będę się widywać. Spakowałam się i wyszłam. Podeszłam pod pokój chłopaków, żeby sie pożegnać i wziąć od Niallera adres domu, mojego domu...
Z poły korytarza słyszałam ich krzyki. Kłócili się o coś, albo po prostu wyżywali się na sobie.
Chciałam otrzeć sobie oczy wolną ręką, ale zapomniałam że mam na niej gips, więc "tylko" walnęłam się nią w twarz... jak pech to pech.
-Czy ciebie powaliło Styles?!-Li, jak zawsze kulturalny
-Wywalasz ją z tąd?!-Dzięki za troskę Zayn
-No chyba Cię Bóg opóścił?!-Niall...
To juz wiemy, kto jest sprawcą tego całego zamieszania. Nie chciałam, żeby przeze mnie się kłócili...

6.
Otworzyłam cicho drzwi i weszłam do pomieszczenia. Dopiero trzaśnięcie zamykającego się za mną drewna oznajmiło im, że nie są sami.
-Ja przyszłam się pożegnać i czy możecie mnie odwieźć na lotnisko?-nieświadomie wstrzymałam powietrze. Nie lubiłam kłótni, ani krzyków. W szczególności na mnie.
-Gdzie Ty masz zamiar jechać?! Zostajesz!-Grr...
-Uspokój się, chcę jechać do Mullingar. Poznać rodziców, brata, itd, itp...-powiedziałam na jednym wdechu po czym usłyszałam 4 westchnięcia ulgi. 
Po 3 godzinach wszystko było ustalone i załatwione. W ciągu tych kilku godzin nawet udało mi się porozmawiać z Niall'em. Postanowiliśmy, że zrobimy sobie małe wakacje i każdy pojedzie do siebie. To ostatni tydzień w domu jurorów, ale mimo wszystko dostaliśmy zgodę na jego opuszczenie. 
*Liam*
Zaskoczyła nas wszystkich swoją decyzją. Zawsze miała własne zdanie i Harry nie był wyrocznią. Jednak dzięki temu zyskaliśmy możliwość powrotu do domu, co prawda na weekend, ale to zawsze coś.
--->3hours later<---
Po zjedzeniu obiadu z rodzicami zdałem sobie sprawę ile się zmieniło w moim życiu. Zyskałem 5 najlepszych kumpli, świetną przyjaciółkę, a mimo wszystko nie straciłem kontaktu z rodziną, a co najlepsze robię to co kocham. Zajęty swoimi myślami wpadłem na kogoś...
-Uhm...Przepraszam...-powiedziałem speszony jakimś magicznym cudem łapiąc dziewczynę i przywracając ją do pionu
-O mój Boże, Li!-dalej nie kontaktowałem i niezbyt wiedziałem o co chodzi i kto się do mnie przytula. Po chwili się odsunęła kawałek. Sophie.
-Soph, nie poznałem Cię. Wyładniałaś.-zaśmiałem się na wspomnienie niskiej, pulchnej dziewczynki z aparatem na zębach, za co właśnie oberwałem, po czym usłyszałem perlisty śmiech mojej przyjaciółki.
-Ty za to wcale, mógłbyś w końcu coś zrobić z tą grzywką.
-Skarbie, to mój znak firmowy-zaśmiałem się i ruszyłem razem z brunetką w stronę parku. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, nadrabialiśmy stracony czas. Chciałem, żeby ta chwila trwała wiecznie. Odprowadziłem ją pod same drzwi i po prostu pocałowałem.
-Przepraszam Sophie, ja... ja naprawdę nie chciałem...-zacząłem się tłumaczyć, na co dziewczyna tylko się zaśmiała, pocałowała mnie w policzek i w progu rzuciła:
-Pogadamy jutro Li.-Chwilę później zły na siebie wracałem do domu. Nie chcę jej stracić. Jest moją przyjaciółką od zawsze, tylko dlaczego ja to zrobiłem...
~Bo ją kochasz durniu?-usłyszałem wredny głosik w mojej głowie. To nie możliwe. To tylko Sophie, jeszcze kilka tygodni temu bym tego nie zrobił, przecież nic się nie zmieniło...
~Zmieniło i to dużo idioto!-zamknij się!-jest ze mną coraz gorzej, gadam sam ze sobą-Co się zmieniło? Ona wcale. Wciąż jest moją Soph...
~Ty się zmieniłeś...

7.
Tęskniłem? Jak cholera.
Za kim? Za nią.
Kim była? Moją małą siostrzyczką.
Alex Tomlinson. Kochany, wredny dzieciak.
Idiota. Tęsknić za rodzeństwem? Za młodszym rodzeństwem? Tak, tak tęsknię.
Stałem przed drzwiami. Nieśmiało zapukałem i wszedłem do środka. Ten sam znajomy zapach i mama siedząca w kuchni. Przytuliłem ją od tyłu. Płakała. Znowu...
-To Alex...-spytałem tak cicho jak to tylko było możliwe. W odpowiedzi mocniej się we mnie wtuliła. Delikatnie ją podniosłem i zaprowadziłem do sypialni. Z wdzięcznością spojrzała na mnie, kiedy położyłem ją do łóżka. Myślałem, że zabiję ją. Że Alex nie dożyje 15 urodzin.
Wszedłem do pokoju brunetki bez pukania, bez jakiegokolwiek uprzedzenia. Siedziała na podłodze z papierosem w ręku. Ubrana była w czarne poszarpane legginsy, do tego mój czarny t-shirt z białym nadrukiem. Oczy pomalowane na czarno były już rozmazane od ciągłego zcierania łez. Jej długie włosy też były czarne, jak wszystko. Ten kolor przytłaczał każdego kto tu wchodził. Szybkim krokiem podszedłem do okna, po czym odsłoniłem je i otworzyłem. Nastolatka dopiero zauważyła moją obecność. Usiadłem obok niej. Oddała mi paczkę i zapalniczkę. Schowałem wszystko do kieszeni i mocno ją przytuliłem. Ze szczupłej, uroczej dziewczynki stała się wychudzoną, buntowniczką. Bez zrozumienia otaczającego ja świata staczała się na dni nie mając nawet 15 lat. Była dziwnie mocno wrażliwa, a to co się z nią stało to tylko efekt rozwodu rodziców. Wiedziałem, że to się źle skończy, ale nie sądziłem, że aż tak źle.
-Wiesz... myślałam, żeby uciec... i nigdy nie wrócić. Później spotkałam Go... Wyjechał...Był tu tylko na wycieczce z klasą...Jego przyjaciółka była fajna... pomogła mi...-zaśmiała się gorzko-Teraz nawet go nie pamiętam... To śmieszne... Kocham Cię...
-Ja Ciebie też mała... Co tym razem zrobiłaś?
-Policja...Nic dużego...Znalazłam się w nieodpowiednim miejscu, w niewłaściwym czasie.
W co ten dzieciak się wpakował...
*Sophie*
To było niesamowite. Powinnam być na niego zła, ale nie potrafię. Zresztą nigdy nie potrafiłam... Teraz muszę z nim porozmawiać i co mu powiem? Cholera... Dla czego tak rzadko korzystam z mózgu... Słodka idiotka mi nie służy. Gdy tylko weszłam do domu poczułam słodką woń. To na pewno nie była kolacja... Ojciec znowu ćpa. To się robi niebezpieczne...

8.
-Powaliło?! Powiedziałam coś! Zayn! Stój! Jeśli teraz pójdziesz dalej... z nami koniec...-mulat przystanął na chwilę, spojrzał na zrozpaczoną dziewczynę i po prostu odszedł... Nie tak miał to zakończyć... Nie tak miało to wszystko się potoczyć... Nie miał z nią być... To nie tak miało być... Nikt nie miał cierpieć, a właśnie zagwarantował wszystkim dożywotnią rozrywkę z psychopatką...
Psychopatką? Tak... Lily była miłą dziewczyną z sąsiedztwa... Do czasu... Gdy tylko zaczęli się spotykać jej charakter zczerniał... Kontrastował z jej delikatną urodą...
***
-Jak możesz tak o niej mówić?!
-Jak możesz tego nie widzieć?! Jesteś moją matką! Po czyjej stronie jesteś?!
***
-Jeśli komukolwiek powiesz, nikt ci nie uwierzy...
-Wmawiaj to sobie...
***
-To ona! Do cholery! Ona!
-Zostawcie nas samych...
-To twoja wina... To ty ich zabiłaś... Nie ja... Nikt inny, tylko ty... szmato...
-Dobrze wiesz jak to się skończy
-Ja wygram... Mogę być trupem, ale to ja będę miał czyste sumienie... Ja wygram... Nie ty...
-On jest obłąkany!
***
Tak, nasz uroczy Malik spędził 3 lata w psychiatryku tylko po to, żeby lekarze stwierdzili, że się pomylili...
Taka prawda... Takie są nasze realia... Tak wygląda życie, gdzie światem rządzą złe kobiety... Niemalże czarownice, a ludzie uczciwi są brani za tych nienormalnych... Tak już jest, że jesteśmy marionetkami dla polityków... Osłaniamy im tyłki nawet o tym nie wiedząc. Ale co to ma wspólnego z uroczą wiedźmą Lily i bad boy'em chorym psychicznie Zayn'em?
Otóż nasza wspaniała Lily... Lily Collins była córką niesamowitego polityka Edwarda Collins'a.
"Albo jesteś z nią, albo muzułmanie zakończą swój żywot na wyspach brytyjskich."
Uroczy człowiek, czyż nie? Teraz on nie żyje i wydawać by się mogło, że podjęcie jakiej kolwiek decyzji nie zagrozi życiu niewinnych ludzi... Czasem jednak lepiej trwać w groźbach i szantażach.
Panna Collins spodziewała się takiego zwrotu akcji. Od miesięcy miała opracowany plan... On o tym doskonale wiedział i musiał wszystkim bliskim zapewnić ochronę... Ale jak to zrobić kiedy bliskimi zaczynają się stawać najmniej spodziewane osoby?...
*Harry*
-Mamo! Gdzie są rzeczy Ali?!-Biegałem jak opętany po pokoju...to nie możliwe... nie mogła...
-Była tu z takim uroczym blondynkiem i zabrała je...
Cholera... co ja zrobiłem. Wyjąłem telefon z kieszeni i rozedrganymi dłońmi wybrałem jej numer... Musi odebrać powtarzałem w myślach. Muszę ją przeprosić. Moje modlitwy nie zostały wysłuchane...
OD:Hazz xx
DO:Alice<3
Przepraszam... Prosze... Odbierz telefon...

OD:Hazz xx
DO:Alice<3
Nienawidze sie za to co zrobilem...

OD:Hazz xx
DO:Alice<3
Prosze... Odezwij sie...

OD:Alice<3
DO:Hazz xx
Dlaczego?

OD:Hazz xx
DO:Alice<3
Kocham cie, przepraszam Alice. Tak bardzo Cię przepraszam

OD:Alice<3
DO:Hazz xx
Dalej jestem zła

OD:Hazz xx
DO:Alice<3
Też mnie kochasz, tylko nie chcesz tego przyznać
Kochanie:*

OD:Alice<3
DO:Hazz xx
DUPEK:*

No to Alice już się nie gniewa... Tylko zostało miją później ładnie jeszcze raz przeprosić...
Usiadłem na łóżku i oparłem głowę na dłoniach... Jestem miękki... Jestem jakimś frajerem latającym za laską i przepraszającym ją za nic... Moje rozmyślania przerwał ojciec, który niepostrzeżenie wszedł do pokoju. Był powiedzmy sobie szczerze wielkim facetem, a ja go nawet nie zauważyłem... Co się ze mną stało?
-Nie, nie i nie.
-Okay... czyli nie idziesz ze mną do Ash'a i reszty?
-No dobra...-poderwałem się z łóżka na co mój opiekun zaniósł się śmiechem. Nie moja wina, że to genialni kolesie i uwielbiam ich... Gadam jak baba... Trzeba będzie się wziąć za siebie...

9.
-Kur...-ta... kochany, słodki, kulturalny Nialler... Pozory mylą...
Przez całą drogę wysłuchiwałam coraz to ciekawszych przekleństw. Już wiem dlaczego robi za tego nieśmiałego. Czasem lepiej by było, gdyby się nie odzywał... ale cóż... to facet... nie przetłumaczysz...
*teraz*
-ale co on robi?
-cśś... już mówię.
*wtedy*
Farbowany od 15 minut próbował otworzyć drzwi do mieszkania co nie za bardzo mu szło. Zlitowałam się nad nim i jednym sprawnym ruchem wejście stało otworem. Jak gdyby nigdy nic weszłam do środka. Torba wypadła mi z ręki, a fala wspomnień zalała mój umysł...

-Ali się boi! Ali się boi!
-Nie plawda!-Dwoje słodkich maluchów kłóciło się o skok z 2 schodka.
-To skocz!-zbyt pewny nieszkodliwości tego skoku chłopiec zrobił co chciał i czekał na siostrę. Po chwili blondyneczka również skoczyła co zakończyło się dla niej bólem nóżki...

-I to ja jestem idiotką? Odezwał się...-prychnęła 10-latka
-Taka mądra?! To sama sobie idź do niego-przygadywał jej starszy brat. Gdy tylko trzasnęła drzwiami pobiegł za nią, żeby przyprowadzić ją z powrotem...

-Jeśli dzisiaj uciekniesz... przestaję Cię kryć..-niemal wysyczał brunet
-Poradzę sobie-rzuciła dziewczyna skacząc z okna na pierwszym piętrze. Niefortunnie upadając straciła pamięć. Zrozpaczeni rodzice postanowili oddać ja do swoich przyjaciół, bo jak sądzili Alicja mieszkając w rodzinnym domu niedługo się zabije...

-Pamiętam...-powiedziałam do siebie jakby upewniając się w swoich słowach-Ja wszystko pamiętam! Niall! Ja pamiętam! Wszystko...-mój entuzjazm zmalał, gdy zdałam sobie sprawę co pamiętałam.
-Wszystko?-Niall przerażony wpadł do domu, przytrzymując moje dłonie między ścianą, a swoimi rękami. To bolało. Łzy momentalnie stanęły mi w oczach, a ten poluźnił uścisk. Przezroczysta ciecz spływała po moich policzkach, a kolana ugięły sprawiając, że zjechałam w dół po ścianie.
-Powiedz, że to się nie stało na prawdę, powiedz, że to nie ja! Powiedz coś!-byłam rozdarta, a to nie mogło być prawdą.-Dlaczego?...-Wszystkie moje pytania były na razie pozostawione bez odpowiedzi. Było późno, więc postanowiłam się położyć. Chwilkę później przyszedł sms.
Pogodziłam się z Harry'm. Nie potrafię być na niego zła, to mój głupszy starszy brat i nic tego nie zmieni. Nic... Nawet wspomnienia...
*Niall*
Ona pamięta. Ona nie może pamiętać. Jeśli wie wszystko to się źle skończy. Sprawa była od dawna zamknięta. Policja już dawno zdjęła tą sprawę z priorytetów. To niesamowite jak bardzo 12-letnia dziewczynka może zaleźć za skórę dorosłym.
-Ile pamięta?
-Też miło mi was widzieć-prychnąłem sarkastycznie do David'a i Ryan'a
-Stary! To ważnie, wrócili.-To jesteśmy w czarnej dupie.
-Powiedziała, że wszystko.-Usiadłem na fotelu w koncie pokoju i ukryłem twarz w dłoniach. Powiedzcie, że to jakiś żart. Powiedzcie, że jestem w ukrytej kamerze, ale do cholery nie dam rady uporać się z tym piekłem znowu. Nikt nie da. Dzięki za wsparcie.
-No to co robimy?  Są dwa wyjścia.Ucieczka i przeszczep twarzy, albo zostajemy i ból dupy gwarantowany.
-Przestań sobie z tego jaja robić. To poważna sprawa idioto!
-Wyluzuj Horan, dla nas też jest ważna. Będzie dobrze...-Oby..

10.
"Żyj tak jakby każdy dzień mógł być twoim ostatnim"
Złote litery na nagrobku rozmazywały się i układały w nieznane nikomu kształty. Chłopak siedzący w strugach deszczu powoli zapominał.
Zapominał czym jest radość, szczęście, bezpieczeństwo i ciepło.
Zapominał o tym, że ma dla kogo żyć.
      "-Mamo! Gdzie jedziemy?-spytał 5-letni chłopiec.
       -Na zawody Liam'a.-odparła kobieta wyglądając za okno-Tom, proszę Cię, zwolnij.-Mężczyzna                  siedzący za kierownicą spełnił prośbę małżonki.
       Deszcz za oknem skutecznie rozpraszał myśli i rozmazywał obraz. Po chwili słychać było tylko                       rozdzierający ciszę krzyk.
       -Nie!-16-latek opadł na kolana. Przerwa się kończyła, a on za chwilę miał stanąć do ostatniej walki              tego wieczoru i swojej kariery. Jednak ta wiadomość zburzyła jego idealny świat. Zniszczyła to na co            pracował, otworzyła Puszkę Pandory. Otworzyła bezkresny świat cierpienia, smutku i żalu..."
-To moja wina...-jedna samotna łza spłynęła po policzku bruneta na znak cierpienia po czym wstał i skierował się do szkoły mieszanych sztuk walki.
Rok bez tego co tak bardzo kochał pokazał mu czym jest ból i cierpienie.
Torba dotychczas zwisająca z ramienia z hukiem wylądowała na podłodze. Przemoczone ubrania kolejno zajmowały swoje miejsce w szafce, a niepotrzebne blizny zostały wystawione na światło dzienne. Doskonale wyrzeźbiony tors został zakryty białą bluzką bez rękawów, a na biodrach luźno zwisały czarne spodenki. Po krótkiej rozgrzewce na dłonie wciągnął czarne rękawice. Chwilę później chłopak wyznaczony do sparingu zwijał się z bólu na deskach.
Pierwszy trening potwierdził najgorsze scenariusze.
Koniec z walkami we właściwej kategorii...

11.
Poniedziałek
Wszyscy byliśmy już z powrotem w domu, znaczy się w domu jurorów i prawie wszyscy brakowało nam jeszcze "cudownego" Harolda. My kończyliśmy się rozpakowywać, a Ali siedziała na łóżku z filiżanką herbaty i wyglądał jakby nie mogła się zdecydować- pić tą herbatę, czy nie?-nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wpadł nie kto inny jak Styles. Zaśmiał się pod nosem i rzucił w nią pudełkiem z cukrem w kostkach
-Cukru?
-Poproszę-ocknęła się z transu gdy pudełko wylądowało na jej kolanach.-Się rozciapciał...-zrobiła smutną minkę, a po pokoju rozniósł się śmiech
-Jesteście nienormalni!
-Bóg zapłać-rzuciła przez ramię do zataczającego się mulata i wypiła herbatę. Wstała, poprawiła spódnicę i rzuciła się Harry'emu na szyję, okręcił się wraz z nią dookoła własnej osi, a ja o mało nie zwróciłem śniadania. 2 dni temu o mało się nie zabili, ich przyjaźń wisiała na włosku, a dzisiaj rzucają się sobie na szyję. Jak to jest możliwe?! Nie to żeby mi to przeszkadzało, ale to trochę dziwne.

Wtorek
Cholera, myślałam, że gorzej być nie może... Nie dość, że ciemno jak w dupie u murzyna, to jeszcze burza, a ja jestem sama w tym przeklętym pokoju /grobowcu/. No nic, wzięłam telefon, zamknęłam pokój i biegiem ruszyłam na drugi koniec korytarza do słynnej piątki...Jak dobrze, że nie zamykają drzwi na noc...
-Chłopaki? Harry? Niall?
-Rany, mała co ty tu robisz o... 2 w nocy?
-Boję się
-Ech, chodź tu-po chwili leżałam w niemalże stalowym uścisku Zayn'a i rozmyślałam. O wszystkim i niczym. Po prostu myślałam. W ciągu niecałych czterech tygodni zyskałam najwspanialszych przyjaciół, którzy potrafili równo zjechać kogoś kto również jest ich przyjacielem, a także... ugh... w ogóle nie powinno mnie tu być. Powinnam leżeć w łóżku w dom... cholera ja nie mam domu! Moi rodzice mnie oddali! Jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. Mocniej wtuliłam się w mulata i zasnęłam. Snem bez słów, bez snów...
-Aww... Jak słodko-Co mnie budzi takimi komentarzami. Przekręciłem się na bok i zobaczyłem Alicję niemalże przyklejoną do Zayn'a
-Zróbcie zdjęcie, na dłużej starczy-warknąłem do zaślinionej bandy i zamknąłem oczy. Po chwili usłyszałem dźwięk migawki w telefonie. Idioci, kompletni idioci. Nagle coś mnie zabolało... i nie, to nie było serce... rzuciłem się w kierunku toalety i w pięknym stylu zwróciłem wczorajszą kolację.
-Lou? Wszystko ok?
-Na razie tak...
Wiedziałem, że to nie były marchewki. Ogarnąłem się i położyłem z powrotem do łóżka. Coś czuję, że nie skończy ję na jednym czy dwóch kursach do toalety...

Kolejne dni mijały na nieustających próbach. Mieliśmy dość, nawet nasza "mummy".
-Jamie! Daj to jeszcze raz!-Właśnie rozpoczęliśmy czwarta godzinę męczarni, nauka choreografii którą umiemy i wałkowanie wciąż od nowa wykutego na pamięć tekstu.
*Alicja*
-Koniec tego!-wydarłam się, bo ile można oni są ludźmi, a nie robotami
-Siedź cicho, od początku!
-Nie będą tego śpiewać po raz kolejny.-Miałam dość tego egoistycznego dupka siedzącego na widowni. To on był za wszystko odpowiedzialny, ale nie mogłam go już znieść. Byłam i w ogóle wszyscy byliśmy mu wdzięczni za, że pozwolił mi zostać, ale jednocześnie cholernie działał mi na nerwy. Był tyranem. Colernym tyranem chcącym nas wykorzystać i upokorzyć.
-Posłuchaj... będą robili co będę chciał. W tej grze to ja ustalam zasady...
-Zasady są od tego, żeby je łamać.-i wyszliśmy Jestem pewna, że właśnie przekreśliłam ich zwycięstwo, ale chyba mi to wybaczą.
*Zayn*
-hahahaha, widzieliście jego minę?!-umierałem ze śmiechu i o dziwo resztę tych padniętych małp też udało mi się rozweselić. Rzuciłem się na łóżko. Mimo dobrego humoru nie miałem siły się ruszyć. W końcu dostałem poduszką w twarz.
-Moja fryzura!-zaśmiałem się i odrzuciłem pduszkę rozpętując III wojnę światową.

Piątek
Ostatni raz.
Ostatni występ.
Ostatnia chwila, by poczuć że jesteśmy ważni.

"... To wszystko było, minęło, zostało tylko wspomnienie,
już nie poczuję wibracji pokładu, gdy kable grają..."

Te słowa tak dokładnie opisujące naszą sytuację.
Te słowa tak szybko kończące naszą nawet nie rozpoczętą karierę:
-Trzecie miejsce zajmuje... One Direction...
Marzenia sypiące się z trzaskiem.
Wszystko co do tej pory zbudowaliśmy legło w gruzach.
Ale wiedziałem, że nie możemy tak tego skończyć, nie tak, nie w ten sposób...

Gdy zeszliśmy ze sceny poczułem się jak dziecko. Jak dziecko, które nie dostało lizaka. Czułem się okropnie... I wiedziałem, że to nie tylko moje odczucia...
Styles mocno przytulał Alicję jakby za chwilę miała się rozpaść, ale to nie ją starał się pocieszyć, starał się sam sobie udowodnić, że jest ktoś kto go nie odrzuci jak to zrobili jurorzy z nami.
Horan? Płakał. Nic więcej.
Liam, udawał twardego, ale jego broda niebezpiecznie drżała, a w kącikach oczu zbierały się łzy...
Zayn dał radę i pokazywał, że to nie koniec świata i na 100% nie rozejdziemy się...
Oby...

12.
Och, tak! Em... jesteś świetna...-Louis i wszystko jasne. Już trzeci dzień z rzędu inna panienka. Tak sodówa uderzyła go i to chyba szklaną butelką, tak dalej są zespołem i tak mieszkam z nimi, no i owszem to porąbane!
Może od początku... Więc niedługo po zakończeniu trasy finalistów z X-factor'a Simon Cowell podpisał z nimi kontrakt, znaczy jakieś tam podpunkty o mnie były i przyznam szczerze nawet ciekawe, ale aktualnie ich nie pamiętam. Kontrakt podpisali 5 miesięcy temu i wydali swój pierwszy album "Up All Night". Nikt poważnie nie ucierpiał po za kostkami Harry'ego, Zayn rozpoczął prace nad graffiti w swoim pokoju i powiem wam, że robi to cudownie, Niall jest wniebowzięty z powodu uprzejmej dziewczyny /czyt. mnie/ robiącej im zakupy z dużą, cholernie dużą ilością żelek, Liam ich ogarnia tak nawiasem mówiąc będzie super tatusiem, a Louis... Louis robi to do czego natura go stworzyła i chyba nie ma zamiaru przestać.
Nie tęsknię za rodziną, bo tak na prawdę nigdy jej nie miałam, ale brakuje mi tych wypadów do Londynu i mojego całego cudownego Holmes Chapel i piekarni, w której pracowałam z Harry'm. Z drugiej strony chciałabym bliżej poznać rodziców, znaczy się mamę i Greg'a no i Holly, podobno strasznie ją kochał. Wiem jednak, że chłopcy mają gorzej, no przynajmniej Zayn i Lou. Tylko oni rozstali się teraz ze swoimi rodzinami. Z tego co wiem to Liam nie ma rodziny. Został sam, nie licząc Sophie, którą ładnie mówiąc porządnie olał, a Nialler ma tylko mamę i Harry, który ma bardzo ciężką sytuację mama alkoholiczka, ojca prawe nie ma, ale ma mnie. Ugh... znowu zaczęłam smęcić... to tak na pocieszenie:
Wczoraj byłam na randce, z Max'em. Naprawdę wspaniały chłopak, wiecie miły i w ogóle. Kwiaty i inne pierdoły, a na dodatek kino, spacer i całus w policzek. O ile ja chodzę z głową w chmurach, to Liam i Harry nie dają mi spokoju...
 Czy ty w ogóle wiesz kim on jest?! A jeśli jest porywaczem?!-Harry... kocham go, ale ile można?
Harry, Ali wie co robi, ale jednak byłoby dobrze gdybyś chociaż wzięła gaz pieprzowy.-i Liam się włączył
Czy wy się słyszycie?! Mamy po 16 lat! Bez przesady!
Alicjo! W takim stroju na pewno nigdzie nie pójdziesz!-I znowu Liam
To co?! Mam zostać zakonnicą?!
Byłoby najlepiej.-i kto? Harold.
Ty sobie ze mnie żartujesz?! Sam kazałeś mi kupić tą sukienkę!
No właśnie ja i nikt inny nie powinien cię w niej oglądać-zasraniec jeszcze mówił tak opanowanym tonem i na dodatek bezczelnie patrzył mi w oczy.
Nie jestem niczyją własnością. Chcesz tą sukienkę?! Proszę bardzo!-Tak, wtedy mocno wybuchłam. Ściągnęłam sukienkę i w szpilkach oraz bieliźnie stałam przed nim, bo "daddy" zdążył się ulotnić.-Tak mam iść?!-milczenie...-Kurwa! Pytam się?!
Proszę, ubierz się...-łamiącym się głosem dopiero pozwolił mi łaskawie iść.
Wściekła zrzuciłam szpilki i ubrałam się w szorty, luźny szary sweter i moje ukochane czarne converse'y za kostkę. Oczywiście zanim się ubrałam musiałam minąć pokój Tomlinsona co zakończyło się gwidem "uznania" z jego strony i kolejnym wściekłym prychnięciem z mojej. Równo z dzwonkiem stanęłam przed drzwiami i nim ktokolwiek zdążył się tam pojawić mnie już nie było.
To nie było najlepsze wyjście, ale Max zbyt się nie przejął i zaprosił mnie na kolejne wyjście.
A Harry przyszedł wieczorem do mojego pokoju kiedy już leżałam w łóżku i przepraszał
Ali, przepraszam.-płakał i przez to ja też się źle czułam
Idź z tąd. Już pokazałeś kim dla ciebie jestem.
Ali...ja...ja nie chciałem...nie chciałem, żeby to tak wyszło...
Wyjdź
Cholera, Ali ja po prostu... ja chyba jestem zazdrosny. Wiem nie powinienem, ale kiedy cię zobaczyłem...ugh... to tak samo. Przepraszam-i chciał wyjść, ale ja nie chciałam. Tylko się martwił, a ja też przy nim czułam się bezpiecznie, ale to nie było to co było między mną i Max'em... to było o wiele lepsze i tak samo mocno jak nie chciałam tak samo mocno moje ciało pragnęło jego dotyku, jego ciepła, jego głosu, tej charakterystycznej chrypki. Potrzebowałam go. Tak po prostu... Sama sobie się dziwiłam, ale:
Harry?
Tak?
Zostań ze mną, proszę-i został. Wtuliłam się niego, dokładnie. Zwinięta w kłębek i osłonięta przez niego czułam się dobrze. Po raz pierwszy od dawna. I później było tak samo wciąż bezpiecznie, do czasu... Max okazał się być kimś innym niż uważałam. Wracaliśmy z małej imprezy u Cher, koleżanki ze szkoły, a on mnie uderzył. Na nieszczęście staliśmy pod drzwiami i Louis gdzieś wychodził, gdy tylko zobaczył co się dzieje sprawił, że gdy to coś tylko po myśli o krwi będzie rzygał. Po "rozmowie" Lou z tym czymś nie wyglądał za dobrze, więc reszty możecie się domyślić...

-Ali? Śpisz?
-Ugh... Wiesz... te odgłosy do moich ulubionych nie należą...
-Do moich też nie-zaśmiał się cicho i położył się obok mnie
-Ej! Nie pozwalaj sobie, może ja cię tu wcale nie chcę?
-Chcesz tylko jeszcze o tym nie wiesz-przyciągnął mnie do siebie tak, że musiałam położyć głowę na jego piersi i niemal od razu zrobiłam się senna
-Uhm... Dobranoc Hazz
-Dobranoc-powiedział  z wyczuwalnym uśmiechem niedowierzania i pocałował mnie w czubek głowy, a później... Później zasnęłam utulona do snu niesamowitą mieszanką mojej ulubionej kołysanki i Harry'ego...

13.
OD:Numer Zastrzeżony
DO:Zayn
Tik-Tak
Gra się rozpoczęła
C.

Właśnie tak. Wszystko zgodnie z planem. Z planem, w którym go pogrążę. Sprawię, że będzie błagał o pozwolenie na oddech dla najbliższych, a każdy cień będzie go napawał strachem.

*8 miesięcy  wcześniej +wspomnienia*
Siedzisz na kocu. Ciepłe promienie opalają twoją nienaturalnie bladą twarz, a rodzice nawet nie reagują gdy coś się z tobą dzieje. Nagle twoje ciało staje się ociężałe i sine, a każdy nawet najlżejszy podmuch wiatru sprawia, że dygoczesz. Nie z zimna, ale ze smutku i rozpaczy. Zdajesz sobie sprawę, że właśnie umarłaś. Nie, nie fizycznie, psychicznie.  Z każdą minutą stajesz się coraz bardziej oddalona od swojego dawnego ja. Czujesz, że nie masz w niczym oparcia i powoli kiełkuje w tobie złość. Złość w końcu dojrzewa, byś mogła pokazać innym jak bardzo zostałaś zniszczona, przez kogoś, kto powinien ci pomóc. Od pamiętnego ciepłego dnia minęło już sześć lat. W tym czasie z uroczej jedenastolatki zmieniłaś się w świadomą kruchości życia, zbuntowaną siedemnastolatkę wciąż ukrytą pod powłoką słodkiej nic nie znaczącej istotki. Twój ojciec nie żyje od trzech lat. Nikt tak naprawdę się tobą nie zajmował i wiesz doskonale, że nie chodziło o ciebie tylko o teoretycznie wzorową rodzinę. W między czasie pojawił się on. Chciałaś jak najdłużej zatrzymać go przy sobie. Był jedyną osobą, która była zainteresowana tobą i chciałaś, żeby tak zostało, ale on odejdzie nie zważając na twoje uczucia. I dlatego właśnie teraz przyszła pora na zemstę. Jednak nie wszyscy muszą zginąć razem, w końcu oni tobą też się bawili… Teraz Twoja kolej.
Kobieta, która cię urodziła odłożyła telefon na biurko, przy którym spędziła ostatnie godziny. Jak na ironię spędzi przy nim również swoje ostatnie godziny. Cień uśmiechu pojawia się na twojej twarzy, kilka minut temu podałaś jej napój „energetyczny”  o który prosiła, nawet odrobina współczucia przemyka przez twoją twarz, w końcu to twoja matka.  Jej dłoń macha do ciebie zachęcająco i podchodzisz bliżej, wiesz że to dziwne, ale jednak wykonujesz jej niemą prośbę. Słowa, które wydobywają się z jej ust sprawiają, że nie możesz się doczekać do jej końca.  Adoptowana, tylko to słowo odbija się echem w twojej głowie, jej wredny i zarazem szczery uśmiech sprawia, że cieszysz się tym co stanie się za kilka dni. Nigdy nie zachowywała się jak matka, ale myślałaś, że to przez pracę. Dokładnie, do samego końca ją tłumaczyłaś, ale teraz widzisz jak bardzo się myliłaś.
W ciągu kilku kolejnych dni ona słabnie, a ty patrzysz na jej cierpienie z zadowoleniem, dzwonisz na pogotowie tym samym oddalając od siebie zarzuty. Kobieta niebawem umiera, a ty wiesz, że nigdy nie wpadną na to co się z nią stało. Wiesz, już że medycyna jest dla ciebie, bo chcesz odkupić winy, które jeszcze kiedyś mogą cię pogrążyć.
*Teraz*
*Zayn*
Przygotowania do świąt szły pełną parą. Loczek i Alicja porządnie nas wypościli, ale zgodziliśmy się na to tylko ze względu na kolację z 12 polskich i podobno pysznych potraw. W zasadzie tydzień temu wróciliśmy z trasy po Anglii-może nie całej, ale tej najbliższej-mieliśmy dzień wolnego i zabraliśmy się za przygotowania. W poniedziałek obdzwoniliśmy rodziny i zaprosiliśmy ich na pierwszy dzień świąt do nas, a na następne kilka dni każdy pojedzie do siebie. We wtorek kupiliśmy prezenty i bombki oraz inne ozdoby, bo były to nasze pierwsze święta w nowym domu. W środę Ali i Harry odcięli nas od kuchni zmuszając do śmieciowego jedzenia, albo głodowania. W całym domu roznosiły się cudowne zapachy, wielu nie rozpoznawałem, ale czułem że będzie pysznie. Każda próba wtargnięcia do ich świątyni kończyła się:

  I ogólnie nieciekawym wrzaskiem. W czwartek pojechaliśmy po choinkę i powoli przystrajaliśmy dom, a w piątek obudziliśmy naszych solenizantów.
-To... kiedy prezenty?
-hm...wieczorem?
a później zjechały się nasze rodziny: Moi rodzice z Doniyah, Waliyah i Safaa'ą, rodzice Niall’a i Alicji z Greg’iem i jego żoną, niepijani rodzice Harry’ego, mama Lou z Alex oraz Sophie z mamą i tatą.
Te  święta zapowiadają się ciekawie. Najmłodsi z każdej rodziny, w tym wypadku Alex, Sophie, Liam, Alice, moje siostry i Harry poszli ubierać choinkę, ojcowie nakryli do stołu, a rodzicielki podały przygotowane jedzenie. Ja natomiast zająłem się muzyką przygotowaną przez Ali, Louis włożył sianko pod obrus i czekaliśmy na pierwszą gwiazdkę. Rozmowa, była lekka i przyjemna, a my stęsknieni za rodzicami staraliśmy się zwrócić ich uwagę. Co chwila ktoś kogoś odganiał od jedzenia, albo prezentów. Po chwili Alex zarządziła rozpoczęcie uroczystości, bo zobaczyła gwiazdkę. Stanęliśmy dookoła stołu i rozpoczęliśmy składanie życzeń.

*Harry*
Po mojej prawej stała moja mama życzyłem jej wszystkiego, czego nie mogłem jej dać, spokoju, szczęścia, radości i co najważniejsze zdrowia. Ona i ojciec może nie byli 100% alkoholikami, jednak kiedy zaczynali pić nie znali umiaru, dlatego właśnie, życzyłem jej także cierpliwości. Mocno mnie przytuliła, zrobiła coś czego od dawna nie robiła, coś co było zarezerwowane dla wspomnień. Jej zielona sukienka podkreślała zieleń jej i moich oczu pokazując  jak bardzo jesteśmy do siebie podobni, a jej życzenia były inne niż zawsze, chyba bardziej szczere. Następny w kolejce był ojciec. Mimo skrępowania z jakim mówiłem wyuczoną na pamięć regułkę poklepał mnie po ramieniu, powiedział to co musiał i odszedł, ale mimo wszystko byłem z niego dumny chociaż powinno być odwrotnie.
Reszcie złożyłem nie wymagające mojej własnej inwencji twórczej życzenia, bo w sumie czego miałem im życzyć? Spełnienia marzeń? Właśnie to zrobili.
Na sam koniec została mi Ali
-Oh... Harry...Spełniłeś swoje marzenia, możesz zapewnić wszystko co potrzebne rodzicom. Jestem z ciebie taka dumna Harry. Co jeszcze? Wszystkiego najlepszego, zdrowia szczęścia, pomyślności no i dziewczyny, która nie leci na kasę...
-Co ja bym bez ciebie zrobił?
I chwilę później zasiedliśmy do stołu próbując dwunastu tradycyjnych potraw, słuchając najpiękniejszych kolęd.

-Mamo! Możemy już otworzyć prezenty?-od dziesięciu minut jęczał Lou, a jego mama chyba nie wytrzymała.
-Alice, skarbie, proszę rozdaj prezenty-i się zaczęło... pół godziny piekła:
 "-OMG! Ciekawe co dostałam!-krzyczała najmłodsza Malik'owa, gdy w jej małe rączki trafił gigantyczny pakunek.
 -Rany! Teraz ja!-Darł się z zachwytem Liam rozbawiając nas wszystkich do łez. O proszę, nawet on potrafi się bawić. No i tak to wyglądało..."

*Zayn*
Przed chwilą dostałem dziwnego sms-a
OD:Numer Zastrzeżony
DO:Zayn
Tik-Tak
Gra się rozpoczęła
C.

Kim do cholery jest C i po jaką cholerę pisze do mnie coś takiego? No nic miejmy nadzieję, że to pomyłka. Zignorowałem wiadomość i bawiliśmy się dalej, o ile święta można nazwać zabawą.

*23.30*
-To my się już położymy.-usłyszeliśmy zapewnienia od rodziców, po czym przyprowadzili Soph i poszli spać.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego BooBear-zaśmiała się blondynka wręczając prezent Tomlinsonowi
-Na wzajem, to do Twojej małej krainy czarów
-Aw... Dziękuje, ale Mój Boże, jakie wszystko jest dzisiaj dziwne. A wczoraj jeszcze żyło się zupełnie normalnie. Czy aby nocą nie zmieniono mnie w kogoś innego? Bo, prawdę mówiąc, czuję się jakoś inaczej. Ale jeśli nie jestem sobą, to w takim razie kim jestem?
-Matko, Ty i te Twoje wywody.-rzuciłem z niezadowoleniem, po czym złożyłem życzenia solenizantom i wręczyłem im podarunki, a w ślad za mną ruszyli pozostali
-Uhm...Nie bardzo wiedziałam co wam się spodoba, więc... no cóż... Wszystkiego najlepszego-powiedziała i dała nam filmy na DVD, dla Ali z komediami i romansami, a dla Lou z Horrorami 
-Jejku! Sophie nie trzeba było, ale dziękuję-i zakończyło się wielkim Horan Hugiem i to było dziwne...
-Li, możemy pogadać?-Soph jest urocza
-Huh? Ah tak jasne...-a my wróciliśmy do oglądania filmów.

*Liam*
-Więc, o czym chciałaś pogadać?
-O tym co się działo w domu...
-Przepraszam, nie powinienem był. Mam nadzieję, że nie miałaś przez to problemów...
-Nic się nie stało, tylko... dlaczego?
-Bo...O rany... Chodzi o to, że...no, bo ty...ugh podobaszmisię-Boże, co ja zrobiłem? i dłużej się nie zastanawiałem, bo Sophie wspięła się na palce i lekko musnęła moje usta. Uśmiechnąłem się, przyciągnąłem ją do siebie pogłębiając pocałunek...
-Hmm... Ty mi chyba też się podobasz...-stwierdziła i spojrzała na podłogę. Zaśmiałem się i podniosłem jej głowę tak, by na mnie spojrzała
-To...Zostaniesz moją dziewczyną?
-Oczywiście-zaśmiała się lekko i wtuliła we mnie..

14.
Skoro każdy dzień jest szansą, a każdy człowiek najdoskonalszym darem to czym do diabła są błędy, choroby, prześladowania i pech? No czym do cholery? Tak samo mogę spytać kim jest C? Dlaczego tak bardzo chce się mnie pozbyć? Za ostre słowa? Jednie domniemywania? To jak wytłumaczycie to, że chwilę po jakimkolwiek sms-sie dzieje się coś nieoczekiwanego i to wcale nie w ten przyjemny sposób. Chcesz wiedzieć coś więcej? Poczekaj, a trupy powiedzą ci więcej niżbyś chciał.
Dom pogrążony w ciemności to zarazem najnormalniejszy jak i najbardziej przerażający widok, który uspokaja i powoduje, że nie chcesz iść spać... ze strachu. Co do cholery? Każdy dźwięk o tej porze sprawia, że tylko i wyłącznie barierka mnie powstrzymuje od śmierci. Jaka barierka? Samobójcze myśli? Barierka na "tarasie widokowym" na dachu. Nie, tylko i wyłącznie paniczny strach...
-Alice, wracaj do środka...
-Nie, nie mogę spać... Nie będę ci przeszkadzać-wymruczała sennym głosem, nie... w ogóle nie chce jej się spać. Pokręciłem z rozbawieniem głową i przyciągnąłem jej delikatne ciało do moje go boku. Już po chwili ułożyła głowę na moim ramieniu.-Co się dzieje? Dlaczego jesteś taki spięty?
-To nie są sprawy dzieci, okay?-gwałtownie się odsunęła wytrącając mnie z równowagi na tyle, żebym musiał się podeprzeć.
-Jesteś tylko o rok starszy... Dlaczego tylko ja nie mam o niczym pojęcia?-w jej niebieskich oczach malowało się rozczarowanie, ale nie mogłem powiedzieć prawdy.
-Alice, ja po prostu muszę poukładać sobie pewne sprawy sam...
-Świetnie...czyli sam sobie poradzisz z tym psycholem... ach tak...jaki to ja jestem odważny, nikt ani nic ie odważy się ze mną zadrzeć, tak? To są te pewne sprawy?
-Z kąd wiesz?
-Gadasz przez sen... Musisz komuś powiedzieć. Dobranoc.
-Dobranoc-mrukąłem w stronę, gdzie jeszcze do niedawna stała blondynka.
Super...Teraz to na pewno nie zasnę.

*Harry*
Alicja spała zwinięta w kłębek na kanapie, w mojej bluzie, którą sobie przywłaszczyła dawno temu. Na policzkach widać było ścieżki po wyschniętych już łzach. Mówiłem jej, żeby dała mu czas. Żeby się zastanowiła, czy na pewno słyszała to co mi powiedziała... ale nie... ostatnie słowo musi należeć do niej. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jej pokoju. Przyznam szczerze, że dużo schudła... a to wcale mi się nie podoba. Zdjąłem bluzę z ramion blondynki, po czym ułożyłem ją na łóżku.
-Harry?
-Tak?
-Zostań...

Dni, tygodnie, miesiące... co za różnica... Nasza muzyka... no cóż nie trafiła do ludzi. Co ja gadam! Jesteśmy poniżej wszystkiego co kiedykolwiek cieszyło się uznaniem. Tak, spadliśmy niżej niż jest muzyka klasyczna. Uwierzcie mi nie może być nic gorszego niż parę miesięcy sławy, trasa, płyta i koniec kariery. Wszyscy się na nas zawiedli.
Simon, bo dał nam szansę.
Poul, bo wsadził w nas kupę kasy.
Rodzice, bo jest już rok szkolny i musimy czekać na następny.
Znajomi, bo nie będzie imprez ze sławnymi ludźmi.
My sami, bo zwaliliśmy sprawę.
Alicja mówi, że to nie nasza wina. Mówi, że tak na prawdę to przez społeczeństwo, które po prostu uważa, że nie można być przyjaciółmi... Łatwo jej mówić... Ona się uczy, a my jesteśmy rok do tyłu.
Jest 10 stycznia. My jesteśmy zabezpieczeni finansowo, nie mamy fanów i oficjalnie mamy się dzisiaj rozwiązać. Pakujemy się, bo musimy sprzedać dom i wrócić do rodzinnych miast.
Od dnia rozmowy Ali z Zaynem nie odzywają się do siebie, ale czuję że nie jest dobrze.
-Wychodzimy!
-Wszystko zabrane. Marchewki, lusterka, widelce. Możemy iść.-i wyszliśmy... prosto do busa, który nas porozwozi do domów...

15.
*Kilka paskudnych miesięcy później*
-Alicjo! Skup się!-bla, bla, bla, bla... mam dość. Już dawno powinnam się była przyzwyczaić, ale nie mogę. To takie nierealne, bo... tak dobrze im szło. Dalej w to wszystko nie wierzę.
-Tak proszę pani...

-Wszystko gotowe?
-Tak, nie ma o niczym pojęcia.
-Dzięki, zaczynamy za dwie godziny, do zobaczenia.
-Pa.-A wy dalej nie wiecie co się dzieje. Razem z Simonem próbuję reaktywować ten przeklęty zespół. Okazało się, że przez pewne problemy techniczne płyta została podmieniona, a pozytywne komentarze zablokowane i oznaczone jako te negatywne.
So... Czas na wielki powrót

-Gdzie mnie ciągniesz idiotko?! Nie rozumiesz słowa nie?
-Zamknij się wreszcie i posłuchaj...
Tysiące fanek zebrało się pod Big Ben'em i śpiewało What Makes You Beautiful. Ogłosiłam z konta Harrego wielkie spotkanie z fanami, a że on o tym nie miał pojęcia to... no cóż...trudno. To było niesamowite, no bo kurde... tyle ludzi... okay połowa nawet nie miała 15-nastu, ale to i tak robi wrażenie. Zdjął opaskę z oczu i zatkało go... nie tylko jego, bo "dziwnym" trafem reszta tego powalonego zespołu  też tu się znalazła. Rzucili się sobie w ramiona to mało powiedziane, ale warto było się narazić na gniew Stylesa.
-Jak?! Als, no... jak?! Kiedy, gdzie?! Uwielbiam cię!-porwał mnie w ramiona i parę razy obrócił wokół własnej osi. Chwilę później stałam w ciasnym uścisku z reaktywowanym One Direction.
No bo w końcu gdyby się rozpadli to nie byłby jeden kierunek...

1654/21
Rose i Lena dziękuję Wam za wszysko <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz